W Rzymie jestem ze Strzelec

Wywiad z Agnieszką Grochalą, strzelczanką, która rozpoczęła karierę operową w Rzymie – w Teatro dell’Opera di Roma. Opowiedziała nam o swojej pracy, międzynarodowym świecie włoskiej muzyki operowej i przywiązaniu do strzeleckich korzeni.

Jak to się stało, że znalazłaś się w Rzymie?

Biorę udział w Young Artist Program. Nazywają go „pomostem między nauką a karierą”. Moim zdaniem to świetny projekt dla młodych ludzi. Funkcjonuje w całej Europie przy większych teatrach operowych. Wcześniej byłam na takim programie w Warszawie, a teraz wybrałam się do Rzymu. Aby się tam dostać, musiałam zdać przesłuchania. Jestem sopranistką, więc miałam 120 rywali. Wybrali 3 osoby. W czerwcu miałam 7 godzin przesłuchań. Przyznaję, że byłam po nich wykończona. Potem był drugi etap i rozmowa kwalifikacyjna. Oczywiście po angielsku. Dopiero w lipcu dowiedziałam się, że się dostałam. Byłam wtedy na plaży w Ustce, przyszedł mail i bardzo się cieszyłam. Aż pomyślałam, że zanim projekt się rozpocznie, pojadę na 3 miesiące do Włoch i nauczę się włoskiego! Wyjechałam, korzystając z uczelnianego projektu Erasmus. Oczywiście nie udało mi się nauczyć języka, ale ciągle próbuję. 9 stycznia rozpoczęłam pracę w ramach Young Artist Program w Teatro dell’Opera di Roma. Mam kontrakt do lipca 2021 roku, więc będę tam półtora roku. W tym programie jest dziewięciu śpiewaków i trzech pianistów, czyli jest dwanaście osób. Nie jest nas wielu, więc wszyscy się dobrze znamy. Jest też dużo obcokrajowców. Są 2 Polki – ja i pianistka (moja koleżanka z Warszawy), jest chłopak z Argentyny, jeden z Chile, dziewczyna z USA…

Zauważyłaś jakieś bariery kulturowe?

Nie ma problemu w komunikacji. Dogaduję się po angielsku. Po włosku nie idzie mi tak dobrze, ale rozwinęłam się przez ostatnie 2 miesiące. Spędzam z Włochami każdą chwilę. Wieczorami wychodzę z nimi, żeby nauczyć się języka. W pracy dużo mówimy po angielsku. Opera to taki międzynarodowy świat, więc to normalne. Moja szefowa jest bardzo wyrozumiała. Rozumie, że nie znam włoskiego, ale też dba o mój rozwój. Ostatnio zaczęła mówić do mnie po włosku, chociaż nadal pozwala mi odpowiadać po angielsku. Jednak muszę znać słowa związane z muzyką. Nie ma ich często w podstawowych słownikach, bo są bardzo związane z branżą. Ale nie mam z tym większego problemu.

A były jakieś problemy? Jak odnalazłaś się w Rzymie?

Przyznaję, że we Włoszech miałam duży problem w znalezieniu mieszkania. W Rzymie wynajęcie mieszkania wiąże się bardzo z kontaktem z agencjami. W Polsce częściej ma się do czynienia z właścicielami. Poza tym we Włoszech niechętnie wynajmują mieszkania obcokrajowcom. W sumie w Warszawie jest podobnie, więc nie było to dla mnie duże zaskoczenie. Jednak w Rzymie trzeba też uważać na wiele aspektów, np. nie ma grzejników w mieszkaniach. Wprawdzie zimą mogą być 4 stopnie Celsjusza, ale jak w nocy temperatura będzie na minusie, to może być problem. Generalnie, jeśli chodzi o mieszkanie, to czułam, jakby mi rzucano kłody pod nogi.

Jesteś związana z operą od lat. Wielokrotnie występowałaś za granicą. Byłaś w Czechach, Wiedniu… Próbowałaś wyjść poza polską scenę?

To nie tak. W świecie operowym każdy młody człowiek wyjeżdża za granicę. To ważne, jeśli chce się rozwinąć karierę i umiejętności. W Polsce jest to bardzo dobrze postrzegane. Osoba, która była w obcym kraju zwykle potrafi mówić w innym języku i zna zagraniczny repertuar. Najczęściej jedzie się do Niemiec i Włoch, bo w branży jest bardzo dużo materiałów po włosku i niemiecku. Mam nadzieję, że wrócę za półtora roku z większym doświadczeniem. Będę miała przerobiony repertuar włoski, a dobrze jest mieć taką wzmiankę w CV.

A gdybyś miała porównać operę w Rzymie do tej w Polsce… Bardzo się różni?

Bardzo różni się sposób pracy. W Polsce bardziej przejmujemy się występami, organizujemy więcej prób, nie robimy niczego spontanicznie. W naszym kraju od pierwszej próby do koncertu mijają co najmniej 2-3 tygodnie. Mam też wrażenie, że u nas wszystko musi być „pod linijkę”. Nie ma miejsca na odstępstwa od ustalonego programu. We Włoszech jest zupełnie inaczej. Do pracy podchodzi się z większym dystansem i skupia się na ważnych elementach. To, co jest mniej istotne, często pomijamy. Wiele rzeczy robi się też spontanicznie i przez to czasami pojawia się stres. Moim zdaniem Włosi w ten sposób sami utrudniają sobie życie. Doskonale pamiętam sytuację, kiedy kilka godzin przed koncertem poinformowano moją grupę, że mamy dodatkowo zaśpiewać hymn Włoch. Nie znamy włoskiego i pewnie większość z nas nie znała tego utworu, więc to było dla nas duże wyzwanie. Nie mogliśmy się pomylić, bo przecież tam każdy znał tę pieśń. Dla obcokrajowców to nie było takie oczywiste…

Jak wygląda to teraz- w trakcie epidemii koronawirusa? Co robisz?

Wyjechałam z Rzymu. Teraz jestem w Warszawie. Na początku mówiło się, że mamy przerwę na 2 tygodnie. Jednak trudno powiedzieć, kiedy wrócę. W Rzymie powinnam zostać do lipca 2021 roku, bo tyle trwa kontrakt. Wirus zepsuł mi plany. Miałam śpiewać główną rolę na festiwalu. Próby miały zacząć się w marcu, a teraz nie wiadomo, jak to będzie.

Mimo że wchodzisz na międzynarodową scenę kultury, myślisz o swoich strzeleckich korzeniach?

Zawsze wspominam Strzelce. Wszystkim w Polsce mówię, że Strzelce to najpiękniejsze miasteczko w kraju. I wszystkim pokazuję nagranie z mojego pierwszego występu. Miałam wtedy 8 lat i stanęłam na strzeleckiej scenie. Kocham tą scenę najmocniej na świecie. Wtedy na środku sali wisiała wielka kula. Pamiętam, że jako dziecko patrzyłam na tę kulę i bardzo mi się podobała. Kiedy ktoś pyta mnie, skąd jestem, to zawsze mówię, że ze Strzelec.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Joanna Kuciel, ZS 9 kwietnia 2020

fot. archiwum prywatne

Sprawdź również…