Kultura to dobra inwestycja

wywiad z numeru 23/2019

Z dyrektorem Strzeleckiego Ośrodka Kultury Erykiem Szurko rozmawiamy o strzeleckiej kulturze.

Co było największym wyzwaniem przy organizacji tak dużego przedsięwzięcia jak 60-lecie strzeleckiej kultury?

Pamięć o wszystkich, którzy tę historię tworzyli i tworzą, a tak naprawdę obawa, by o kimś nie zapomnieć. 60 lat to sporo czasu. Dlatego powołaliśmy komitet organizacyjny, który nam w tym pomógł. Wnioskowaliśmy o odznaczenia prezydenckie, ministerialne, nagrody burmistrza, powstawał folder, wystawa, powstawały scenariusze koncertów. Ten piątkowy zobaczyło 600 widzów, a wystąpiło ponad 200 artystów na raz – to wielki wynik. Powołaliśmy do życia zespół składający się ze strzeleckich muzyków i muzycznie opowiedzieliśmy kulturalną historię miasta – za to odpowiedzialny był Marek Popis i spisał się wyśmienicie. Sobotni koncert w przyszłym roku zagramy go dla publiczności. Wydana zostanie również płyta audio. Organizacja takich obchodów to ogromna logistyka, wyszło pięknie. Jestem bardzo dumny i zadowolony. Wiem, że zaczynamy wywiad, ale już teraz chciałbym wszystkim bardzo podziękować, od artystów, przez sekcje, instruktorów, komitet organizacyjny, a szczególnie pracownikom SOKu.

Podczas gali nagrodzono działaczy z pola kultury z przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. A kto według pana wybija się w szczególny sposób, gdy rozmawiacie o kulturze z instruktorami, sekcjami, sięgacie do kronik, przypominacie sobie kulturę?

To trudne pytanie. Myślę, że osoby nominowane do plebiscytu na człowieka 60-lecia kultury najbardziej przyczyniły się do jej rozkwitu. Plebiscyt wygrał Jan Prokop – czytelnicy wybrali słusznie – to człowiek, który w pełni oddał się kulturze, człowiek o ogromnych zasługach dla kultury, dla Strzelec, zaczynając od stworzenia i reaktywacji ZPiT „Krajna” przez „prokopki”, wycinanki, palmy, scenariusze. Człowiek posiadający ogromną wiedzę o tradycji, którego w swych opowieściach można słuchać bez końca. Chciałbym również zwrócić uwagę na tych, którzy przez te wszystkie lata nie grali pierwszych ról – tych, którzy często niezauważeni pracują w zespołach, sekcjach – na których zawsze możemy liczyć.

60 lat temu, gdy powoływano dom kultury, możliwości były dużo mniejsze niż dziś, ale zapał ludzi ogromny. Dziś chyba mamy jedno i drugie, patrząc na ogrom ludzi przewijających się na co dzień w Ośrodku?

Mamy wspaniałych ludzi, którzy kulturę tworzą i organizują. Możliwości mamy coraz większe – to głównie dzięki temu, że mamy wsparcie miasta – tylko w tym roku remontowany jest parking i spichlerz oraz zakupiliśmy nowe nagłośnienie. Możliwości zwiększamy też dzięki dofinansowaniom unijnym, ministerialnym. Jednak najważniejsi są ludzie, którzy podświadomie pragną kultury. Jeśli stworzy się dobrą atmosferę to przyjdą tańczyć, śpiewać, oglądać, podziwiać, przeżywać, tworzyć. Dziś uczęszcza na zajęcia blisko 300 osób. Mamy osiągnięcia, zostajemy laureatami Lubuskiej Gali Tanecznej, Lubuskiej Gali Teatralnej, zdobywamy medale i wyróżnienia. Dbamy o edukację artystyczną. Obok samych zajęć realizujemy czas na wakacje, obozy taneczne, warsztaty. Bardzo ciesze się, jak osoby współpracujące z Ośrodkiem zauważane są na zewnątrz i realizują się artystycznie – jak Jacek Braciak, którego oglądamy na dużym ekranie, Jacek Podemski, którego kolejny film dokumentalny „Fukushima” miał niedawno premierę, Asia Słowińska jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci na polskiej scenie z medalem Gloria Artis – Zasłużony Kulturze Polskiej, Dariusz Muszer – znakomity poeta. Z ostatnich lat – Jagoda Rusek – w balecie – bierze udział w tourne po Japonii, Jan Popis, który z gdańskim musicalem koncertuje właśnie w Niemczech, Marek Bratkowski i Dariusz Kowalewski tańczą w przedstawieniach w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku. Oczywiście, nie podpisujemy się jako ojcowie sukcesu, bo to ich talent i ciężka praca, ale jest bardzo miło, że osiągają oni kulturalne wyżyny, a wcześniej widzieliśmy ich na deskach naszego domu kultury.

Jest pan dyrektorem od ponad 10 lat. Co zmieniło się przez ponad dekadę?

Na początku pracy mówiłem, że za 10 lat będę dobrym dyrektorem, dziś wiem, że potrzeba na to dużo więcej czasu. Można było zrobić więcej i lepiej – mam tego świadomość. Sporo rzeczy i spraw się udało. Dom kultury 10 lat temu i obecny to duża zmiana. Nowe budynki, nowe sekcje, nowe zadania, zmiany kadrowe. Zawsze stawiałem na otwartość i dziś przez dom kultury przewija się dużo uczestników życia kulturalnego – to cieszy. 10 lat to naprawdę sporo środków pozyskanych z zewnątrz, to bez wątpienia nasz sukces. Niezliczona ilość imprez, konkursów, przeglądów, koncertów też dają powody do dumy. Natomiast musimy zainwestować w pracowników, sprzęt, lepszą logistykę, zadbać o twórców, ale przede wszystkim wybudować dom kultury z 21 wieku.

Mówi się, że kultura jest zawsze najmniej doceniana i na niej oszczędza się najczęściej. Jak to wygląda na naszym podwórku z punktu widzenia osoby zarządzającej placówką?

Najłatwiej jest zabrać z kultury i sportu, bo w pozostałych działach nie można. „Trzeba” edukować, naprawić rurę, drogę, kanalizację…, a w kulturze dominuje „można” – zrobić koncert, śpiewać, tańczyć, przeżywać, tworzyć… W pewnym sensie się z tym zgadzam, ale nie możemy zapominać, ile kultura daje człowiekowi, jak go uszlachetnia, jak zmienia – to równie dobra inwestycja. Problem idzie od samej góry – ustawy wskazują wręcz, co „trzeba”, a co „można”. Na szczęście strzelecka kultura ma się dobrze. Z roku na rok coraz lepiej! Miasto inwestuje w kulturę. Czujemy, że jesteśmy potrzebni, a nasze prośby są zawsze wysłuchane i nawet, jeśli mamy inne zdania, to wspólnie szukamy złotego środka. My też zmieniamy miasto poprzez mural, graffiti, grającą ławkę, życie kulturalne. To dobra symbioza.

Podczas Gali padły słowa, że trzeba być szaleńcem, by chcieć pracować w kulturze. Czy rzeczywiście praca w takim miejscu jest aż tak trudna i wymagająca? Niektórym mogłoby się wydawać, że jest to czysta przyjemność – same imprezy, poznawanie nowych gwiazd, ciekawe koncerty. A jak to wygląda „od kuchni”?

To prawda, trzeba być szaleńcem, by w tych czasach pracować w kulturze. Sfera często niedoceniona, wystawiona na krytykę, oceniana, stres. Trzeba być zawsze kreatywnym. W pracy jesteśmy ciągle. Telefon dzwoni w dzień i w nocy. Nawet, jak zrobimy 100 imprez dobrze, a jedną zepsujemy – tłum zapamięta tę jedną zepsutą. Słabe zarobki – choć to się pomału zmienia. Nadgodziny, praca w nocy, praca przez kilkanaście godzin, praca w weekendy, święta – wszyscy szykują się na majówkę, sylwestra, wykorzystują święta, by przedłożyć urlop – a my wtedy jesteśmy w pracy. Jednak jest „coś”, co daje moc, paliwo. Ogromna satysfakcja, często jesteśmy tam, gdzie inni być nie mogą, przyglądamy się i cieszymy szczęściem innych spełniających się osób. Ludzie, którzy biorą udział w życiu kulturalnym i przewijają się przez dom kultury nigdy o nas nie zapominają. Edukujemy kulturalnie i to dobro do nas wraca. U nas pierwszy raz dajemy możliwość występów na scenie – jesteśmy „furtką” do marzeń, a marzenia są bezcenne.

Zbliża się koniec roku, czy kalendarz imprez jest już ustalony? Naszych czytelników zapewne najbardziej interesuje, czy odbędą się dwie największe imprezy – Jarmark i Disco Długie?

Kalendarz imprez jest właśnie zapinany na ostatni guzik. Dwie największe imprezy oczywiście się odbędą. Jarmark planowany jest na 27 czerwca, a Disco Długie na 25 lipca. Zostajemy przy letnich spotkaniach kulturalnych na Rynku i nie tylko, przygotujemy ofertę na ferie i wakacje, zrealizujemy koncerty, konkursy, warsztaty, pojawi się również kilka nowych propozycji.

I na sam koniec pytanie, które samo ciśnie się na usta – plany na kolejne 60 lat. Nad czym dom kultury chciałby się skupiać w ciągu najbliższych lat, jakie są najważniejsze cele?

Mamy dwa najważniejsze zadania na następne 10 lat. Pierwsze to krzewienie kultury w różnorakich formach, utrzymanie istniejących sekcji, powołanie nowych z uwzględnieniem zmieniającego się świata. Czy to się komuś podoba, czy nie: globalizacja i internet powodują, że wszystko jest dziś w zasięgu ręki. Odbiorcy kultury oczekują coraz więcej i na wyższym poziomie. Nie będziemy mogli rywalizować z komputerem, smartfonem – będziemy chcieli je wykorzystać, powołać nowe sekcje wykorzystujące ich potencjał. Oczywiście nie zapomnimy o tradycyjnej sztuce i będziemy jej bronić. Nowa kartę w historii kulturalnej miasta odegra spichlerz, który jest właśnie gruntownie remontowany. Po drugie, aby się rozwijać, musimy mieć nowy dom kultury. Dzisiejszy obiekt to tak naprawdę sala widowiskowa z przerobionymi na biura garderobami. Sala spełniająca wymogi kilkadziesiąt lat wstecz, kiedy była budowana. Nowy obiekt z poziomowaną widownią, z holem, kawiarnią, gdzie rodzice czekają na swoje dzieci, które są na zajęciach. Obiekt, w którym są pokoje tematyczne: plastyczny, muzyczny, sale taneczne, małe kino, sale kameralne, garderoby, magazyny – prawda, że brzmi świetnie? Byśmy nie musieli odmawiać ludziom z pasją, iskrą w oku, którzy chcą coś zrealizować, mówić im, że się nie da, bo nie ma gdzie i kiedy. By nie trzeba było kilka razy dziennie układać i składać krzeseł w sali widowiskowej. Ważna jest też logistyka – duży parking, by jadąc do nas nie stresować się i myśleć – gdzie ja zaparkuję? Dom kultury na wzór tego np. z Międzyrzecza. Kto nie był, niech sprawdzi i pomarzy, że podobny mamy u nas. W dwóch przypadkach jestem pełen nadziei.

Dziękuję za rozmowę.

rt, Ziemia Strzelecka, archiwalny numer 23/2019 

Sprawdź również…