Gospodarz musi wiedzieć, co się dzieje

burmistrz

Podsumujmy rok, który właśnie mija. Czym gmina może się pochwalić? 

Inwestujemy dużo w drogi. Wykonaliśmy dwie schetynówki w Strzelcach, zdobyliśmy prawie 2 mln zł na drogi wiejskie, które w przyszłym roku będziemy robić. Zapisaliśmy pieniądze na ulicę Słoneczną, o której dużo się mówiło, ale nie było konkretnych remontów.  Ministerstwo Kultury pozytywnie zaopiniowało nasz projekt w Kontrakcie Terytorialnym, na liście jest tylko 6 gmin z lubuskiego. Rozpoczęliśmy rozbudowę szkoły, a dokumentacja dla obwodnicy strzeleckiej jest właśnie tworzona. Dobrze układa nam się współpraca z Nadleśnictwem, które wykonuje remonty dróg. Warto pamiętać o tym, że OHP będzie miało nową siedzibę, to też duży sukces, który wpływa na rozwój gminy.

A porażki tego roku?

Element nadzorczy związany z remontem ulicy Północnej i Zachodniej. Była spora nerwówka, baliśmy się, że stracimy dofinansowanie. Kolejna porażka to strefa ekonomiczna, gdzie nie ma profesjonalnej drogi i mediów. Jeśli tam zainwestujemy, to przez 2 lata możemy zapomnieć o innych inwestycjach, a nawet nie mamy gwarancji, że ściągniemy do strefy firmy. Poza tym te tereny nie należą do nas i jeśli Agencja je sprzeda, to nic z tego nie będziemy mieć.

To drugi rok pańskiej kadencji, co się zmieniło przez ten czas?

To są dwa różne lata, zupełnie nieporównywalne. Rok temu realizowaliśmy budżet poprzedników, teraz realizujemy swój. Kolejny rok pracy pokazuje też już moją pewną dojrzałość w samorządzie. Te dwa lata dały mi siłę. Niepewność wyczuwana na początku przez mieszkańców co do mojej osoby pomału zanika. To dla mnie bardzo ważne.

Chyba ta niepewność związana była z młodym wiekiem burmistrza i małym doświadczeniem. Niektórzy stawiali to jako zarzut, dziś coraz częściej mówi się, że jest to zaleta.

W samorządzie trzeba twardo stąpać po ziemi. Myślę, że młodość to zaleta, ale najlepiej, gdy jest połączona z doświadczeniem. Ważne więc, by łączyć energię pokoleń i sądzę, że udało nam się to zbudować w Urzędzie. Uważam, że nasi urzędnicy tworzą zwartą, profesjonalną grupę.

 Jak się współpracuje z radnymi?

Bardzo szanuję radnych, każdy z nich według mnie uczciwie pracuje i za to chcę im podziękować. Praca radnego na sesjach to jest 10-15% całej pracy. Radni pracują dużo na komisjach, na spotkaniach, gdzie rozmawiamy, co trzeba zrobić. Nieraz są to trudne rozmowy, ale zawsze dochodzimy do konsensusu. Byłem radnym i wiem, że nie zawsze było się słuchanym, dlatego my staramy się słuchać.

Słucha Pan też sołectw?

W kalendarzu parę razy w miesiącu wpisuję „teren’” albo „zajęte”. Zostawiam wtedy biurko, gabinet, wychodzę do miasta, wsiadam w samochód, na rower, jadę do gminnych wsi. Zaglądam do sołtysów, mieszkańców, pytam, co się dzieje. To są moje małe zebrania z mieszkańcami, oni mi często zgłaszają różne drobne problemy, które są dla mnie ogromnie ważne. Wiem, że nie będzie nigdy 100% satysfakcji, bo są aż 23 wsie, a w każdej trzeba coś zrobić, ale w miarę możliwości staramy się tam działać.

 Pana styl pracy jest bardzo otwarty na ludzi. Są środy dla mieszkańców, prywatny profil na Facebooku dostępny dla wszystkich. Nie jest to męczące, gdy bombardują wiadomościami?

W czasie pracy mój Facebook jest wyłączony. Dopiero w domu, wieczorem, odpisuję na wszystkie wiadomości. Wielu mieszkańców pracuje i nie ma czasu przyjść do Urzędu, więc Facebook to czasami dla nich najlepsza forma kontaktu. Mój profil jest otwarty i każdy może pisać, więc nie jest to tylko grono znajomych, które chwali. Nieraz są dni, gdy jest dużo wiadomości, ale się temu nie dziwię. Czasem w środy nikt nie przychodzi, a czasem jest prawdziwe oblężenie mojego gabinetu. Ale nie przeszkadza mi to, taką mam funkcję.

Żona nie ma nic przeciwko, że mąż wieczorem, zamiast spędzić z nią czas, odpisuje na te wszystkie wiadomości?

Często robię to, gdy żona już śpi (śmiech). Przyzwyczaiła się, że często mnie nie ma w domu, bo mam zaproszenia na różne spotkania, uroczystości, imprezy na wsiach. Każdy wie, do jakiej pracy się zatrudnia, każda praca ma plusy i minusy. Pracownik tłumaczy się przed pracodawcą. Moimi pracodawcami są ludzie i to przed nimi muszę się tłumaczyć.  I przed radnymi.

Jak znajduje Pan czas na to, by jeździć do gminnych wsi, chodzić po mieście, wsiach i jeszcze odpisywać na Facebooku na te wszystkie wiadomości?

Nie lubię cały czas siedzieć za biurkiem. Oczywiście, jest czas pracy w Urzędzie, bo trzeba wszystkiego dopilnować, ale trzeba też znaleźć czas, by wyjść do mieszkańców. Bycie burmistrzem to swojego rodzaju służba. Trzeba wychodzić do ludzi. Porównam to do historii mojej babci z Lichenia. Miała gospodarstwo i codziennie rano je obchodziła, więc dobrze wiedziała, co trzeba w tym gospodarstwie naprawić i zmienić. Tak samo jest z gminą. Gdy jadę rowerem przez miasto czy na wieś, to więcej widzę. Gospodarz musi wiedzieć, co się dzieje. Zza biurka wiele nie widać.

 Czego burmistrz może życzyć mieszkańcom i miastu w nowym, 2017 roku?

To już slogan, ale najważniejsze jest zdrowie. Tego właśnie życzę, a ponadto optymizmu, który pozwala na całe życie spoglądać optymistycznie.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w 24 numerze „Ziemi Strzeleckiej”, 15 grudnia 2016 r.

Fot. Urząd Miejski

Sprawdź również…