Wywiad z burmistrzem Mateuszem Federem

O mijającym roku, sukcesach i porażkach rozmawialiśmy w grudniu z Mateuszem Federem. Dziś prezentujemy wywiad, który ukazał się na łamach „Ziemi Strzeleckiej” (nr 24/2015). 

burmistrz


Jak burmistrz podsumowuje ten rok? Czy można powiedzieć, że był udany?


Czy był udany, czy nie, to już powinni ocenić mieszkańcy gminy. Ja mogę tylko powiedzieć, że początki mojego urzędowania to przede wszystkim obawy mieszkańców, którzy uważali mnie za młodego i niedoświadczonego. Ale myślę, że to już zagasło. Wiele ważnych decyzji podjęliśmy, byli u nas ważni politycy, co świadczy o tym, że miasto traktowane jest poważnie. To był pierwszy rok pracy na budżecie niezaprojektowanym przez nas, wiele rzeczy z perspektywy burmistrza wygląda dziś zupełnie inaczej.



Co pan zalicza do największych sukcesów?

Na pewno asfaltowanie Gorzowskiej, o czym mówiło się od wielu lat. Druga sprawa to obwodnica. Kilkukrotnie byliśmy w Warszawie, rozmawialiśmy w ministerstwie o problemie, pokazywaliśmy ponad 3 tysiące podpisów mieszkańców. W tej chwili robi się już dokumentacja obwodnicy. Trudnym momentem była wichura z 1 września, ale myślę, że wspólnie poradziliśmy sobie z tym problemem i to też jest sukces. Sukcesy to również liczne rozmowy z mieszkańcami i odpowiadanie na ich potrzeby. Ja przyjąłem zasadę, że działamy w ciszy, nie rozgłaszamy wielu spraw dla ich dobra. Informujemy dopiero o efektach, dlatego o niektórych rzeczach jeszcze nie mówimy.




A co z porażkami?

Niedosyt jest zawsze, to rzecz normalna. Chcieliśmy, by przed zimą wykonana była ulica Strzelecka, ale firma zrealizuje to dopiero wiosną. Kolejna negatywna rzecz to na pewno wykonanie inwestycji z budżetu obywatelskiego przy przedszkolu, kiedy to musieliśmy korygować projekt i wszystko przeciągnęło się. No i oczywiście skwer przy kolegiacie, który nie do końca mi się podoba. Próbowaliśmy w miarę możliwości ratować ten projekt, dlatego wiosną będziemy chcieli tworzyć zagospodarowanie tego terenu i udoskonalać go. Skwer powinien być ładniejszy.




Jak układa się współpraca z Radą?

Myślę, że dobrze. Oczywiście, pojawiają się rozbieżne opinie na różne sprawy, ale są one konstruktywne i potrzebne. Nad wszystkim dobrze czuwa przewodniczący Krzysztof Grochala, z którym współpraca również układa się pomyślnie. Najważniejsze, że nie ma podziałów i klubów.




Zostały wprowadzone środy dla mieszkańców, podczas których mogą oni przyjść do burmistrza. Jakie jest zainteresowanie?

W innych dniach też przyjmuję w miarę możliwości, ale środa to ten dzień, kiedy na pewno jestem w biurze. Zainteresowanie jest, przychodzą do mnie mieszkańcy, rozmawiają, mówią o problemach. Kontaktują się też przez Facebook’a. Otrzymuję bardzo dużo wiadomości i pytań, niektórzy proponują rozwiązania różnych problemów. Bardzo często ludzie zaczepiają mnie na ulicy, bo staram się dużo chodzić i jeździć rowerem, żeby widzieć więcej rzeczy. Rozmawiają ze mną nawet w sklepie (śmiech).




Ale czy to nie jest uciążliwe, gdy ktoś zaczepia, zagaduje podczas zakupów?

Absolutnie nie. U taty podobnie to wyglądało. Gdy się żyje jako zwykły mieszkaniec, więcej widać. Mi to zupełnie nie przeszkadza, to jest wpisane w zawód. Wyjazdy na wioski, rozmowa z mieszkańcami jest miła. Jest mniej czasu, to na pewno, ale bardzo to lubię.



Czego burmistrz życzy mieszkańcom w nowym roku?

Życzę, byśmy wspólnie w mieście stworzyli wspólnotę, rodzinną atmosferę. Tak, jak mamy w domach, aby było w mieście. Abyśmy byli bardziej uśmiechnięci, szczęśliwi i mniej narzekali, bo to też nie sprzyja. Życzę optymizmu, a naszej gminie rozwoju. Niech spływają unijne środki (śmiech).

Sprawdź również…