25 LAT „ZACISZA”. ĆWIERĆ WIEKU PRZY JEDNYM STOLE
Jedni przychodzili tu na niedzielny obiad, inni świętowali chrzciny, komunie, wesela i jubileusze. Były spotkania rodzinne, rozmowy przy kawie, większe uroczystości i zwyczajne, codzienne obiady. Przez ćwierć wieku restauracja „Zacisze” była jednym z miejsc, które na stałe wpisały się w historię Strzelec Krajeńskich. Teraz po 25 latach prowadzenia gastronomicznej działalności Grażyna i Henryk Bacieczkowie postanowili rozpocząć nowy etap życia – czas odpoczynku i emerytury.
Choć „Zacisze” działa od 1 października 2004 roku, ich przygoda z gastronomią rozpoczęła się jeszcze wcześniej. – Przejęliśmy „Rycerską” w 2001 roku, a w „Zaciszu” zaczęliśmy działać w 2004 roku – wspominają Grażyna i Henryk Bacieczkowie. – To były zupełnie inne czasy. Wszystko robiliśmy sami. Sami przygotowywaliśmy dekoracje, wystrój, dbaliśmy o każdy szczegół. Jeździliśmy nawet na giełdę po kwiaty. Była przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca – dodają. Dziś trudno wyobrazić sobie, ile codziennego wysiłku kryło się za funkcjonowaniem restauracji. Zakupy, przygotowanie kuchni, obsługa klientów, uroczystości, organizacja wydarzeń i troska o każdy detal – przez 25 lat życie państwa Bacieczków w dużej mierze podporządkowane było restauracji. – W tym zawodzie trzeba być takżedobrym psychologiem – mówi pani Grażyna. – Każdy człowiek przychodzi z innym charakterem, innymi oczekiwaniami, czasem z własnymi problemami. Trzeba umieć rozmawiać, słuchać i wyczuć człowieka – stwierdza.Jednocześnie to właśnie ludzie byli dla nich największą wartością tej pracy. Przez restaurację przewinęły się tysiące mieszkańców Strzelec Krajeńskich i gości. Wielu z nich wracało przez lata. – Jednym z wydarzeń, które szczególnie zapisały się w mojej pamięci, były zjazdy muzyków „dinozaurów”, które organizowałam – wspomina Grażyna Bacieczko. – Przyjeżdżali na nie starsi muzycy, często seniorzy i dziadkowie, którzy po latach ponownie spotykali się w swoim gronie. Była muzyka, wspólne śpiewanie, rozmowy i powrót do dawnych wspomnień. Organizacja tych spotkań dawała mi ogromną satysfakcję. Dziś, kiedy o nich myślę, wracam do tych chwil z dużym wzruszeniem –podkreśla.
„Zacisze” było również miejscem, w którym swoje pierwsze kroki w pracy stawiało wielu młodych ludzi. –Wychowaliśmy mnóstwo uczniów – podkreśla Henryk Bacieczko. – To też było ważne. Obserwowaliśmy, jak młodzi ludzie dorastają, zdobywają doświadczenie, uczą się odpowiedzialności. A później spotykaliśmy ich już jako dorosłych – dodaje.
Przez te wszystkie lata nie zabrakło także trudnych momentów. Prowadzenie restauracji przez ćwierć wieku wymagało ogromnego zaangażowania i nieustannej gotowości do pracy. Bywały dni długie i wyczerpujące, ale – jak przyznająrestauratorzy – życzliwość ludzi potrafiła wynagrodzić zmęczenie. – Ludzka życzliwość i spotkania z ludźmi dawały nam ogromną satysfakcję i motywację do dalszej pracy – mówią. – Kiedy ktoś przychodził, uśmiechał się, mówił dobre słowo, dziękował za obsługę czy jedzenie, człowiek wiedział, że ta praca ma sens – stwierdzają. Przez wszystkie lata państwo Bacieczkowie nie byli sami. Z ich restauracją na dobre związali się także pracownicy, którzy stali się częścią historii „Zacisza”. – Alicja Papiernik i Teresa Łuków pracują z nami od samego początku. Przez 25 lat wspólnej pracy stały się kimś więcej niż tylko naszymi pracownicami – są częścią „Zacisza”, naszej historii i można powiedzieć, że także naszej rodziny – podkreśla Grażyna Bacieczko. I właśnie tutaj historia „Zacisza” nie dobiega końca. Lokal przechodzi w nowe ręce, ale bez rewolucji. Załoga zostaje, a restauracja nadal będzie miejscem spotkań, uroczystości i codziennych obiadów. Dla Grażyny i Henryka Bacieczków zaczyna się natomiast zupełnie nowa codzienność. – Teraz czas na odpoczynek i przyzwyczajenie się do nowej, wolniejszej rzeczywistości – mówią z uśmiechem. Na emeryturę zabierają ze sobą przede wszystkim wspomnienia. Twarze ludzi, rozmowy, uroczystości, muzykę i chwile, które przez lata tworzyły historię miejsca. Bo restauracja to przecież nie tylko kuchnia, stoły i menu. To przede wszystkim ludzie, którzy przy tych stołach się spotykają. A „Zacisze” przez 25 lat było świadkiem wielu ważnych chwil mieszkańców Strzelec Krajeńskich.
Gdyby jednym zdaniem podsumować ten czas? – To było 25 lat ciężkiej pracy, ale przede wszystkim 25 lat spotkań z ludźmi. I za te wszystkie spotkania jesteśmy ogromnie wdzięczni – podsumowują. Grażyna i Henryk Bacieczkowieżegnają się więc z codzienną pracą w restauracji, ale „Zacisze” pozostawiają z nadzieją, że nadal będzie tętniło życiem. Że przy stołach wciąż będą odbywać się ważne rodzinne uroczystości, zwykłe obiady, rozmowy i spotkania. A oni sami? Po ćwierć wieku pracy pora wreszcie usiąść po drugiej stronie stołu – bez pośpiechu, bez telefonu dzwoniącego w kuchni i bez myślenia o tym, co trzeba przygotować na następny dzień.
AL
Grażyna i Henryk Bacieczkowie – Ćwierć wieku minęło przy pracy, spotkaniach z ludźmi i wielu wyjątkowych chwilach. Grażyna i Henryk Bacieczkowie żegnają się z codzienną pracą w „Zaciszu”













