Wystartował w ultramaratonie

W czwartek 11 czerwca 2020 r. z Czarnocina w gminie Stepnica wystartował ultramaraton rowerowy Pomorska 500. Doświadczeni kolarze i podróżnicy stanęli na starcie, by pokonać trasę wiodącą przez dzikie bezdroża i parki krajobrazowe od Zatoki Szczecińskiej do Zatoki Gdańskiej. Wśród ponad 400 śmiałków, którzy podjęli się tego wyzwania, znalazł się mieszkaniec naszego powiatu Bartek Rymszewicz – reprezentujący FSD Sport .

W 2019 z portali podróżniczych dowiedział się o wyścigach długodystansowych i po przeczytaniu kilku relacji zapragnął przeżyć taką wielką rowerową przygodę. – Na początku planowałem wystartować w „Wiśle 1200”. Trasa tego wyścigu poprowadzona jest wzdłuż Wisły na całej długości i liczy 1200 km. Niestety, nie było już wolnych miejsc, więc postanowiłem zapisać się na „Pomorską 500” – mówi Bartek Rymszewicz. – Przygotowania trwały około 6 miesięcy i polegały na tym, że przynajmniej raz w tygodniu wybierałem się na dłuższą przejażdżkę 100 – 200 km – dodaje. W końcu nadszedł dzień ultra maratonu. Na przejechanie 530 km przewidziano maksymalnie 80 godzin. Każdy z zawodników przy starcie otrzymał nadajnik GPS monitorujący jego położenie, dzięki czemu fani na bieżąco mogli śledzić postępy swoich zawodników na portalu dotwatching.pl. Jedną z zasad rajdu był zakaz wsparcia z zewnątrz, czyli o żadnych wozach technicznych, punktach kontrolnych z zaopatrzeniem nie było mowy. Zawodnicy cały potrzebny sprzęt mieli zapakowany na rowerach, mogli jednak korzystać z ogólnie dostępnych miejsc typu sklepy, restauracje, hotele. Uczestnicy startowali od godziny 5:00 po 5 osób co 5 minut, przygoda Bartka rozpoczęła się o godzinie 9:50.

– Maraton był poprowadzony na trudnym terenie. Na 530 km tylko ok. 100 km to były asfalty i to na dodatek kiepskiej jakości. Jechać postanowiłem na lekko, czyli nie zabierałem żadnego śpiwora, namiotu czy materaca. Miałem ze sobą najpotrzebniejsze ubrania, jedzenie, wodę do picia, leki, narzędzia i dwie dętki przyklejone do ramy. A także folię NRC, bo pomyślałem, że jak mi się zachce spać, to owinę się w folię i położę w krzakach lub na jakimś przystanku, by odpocząć – opowiada Bartek Rymszewicz.

– Pierwsza część trasy była bardzo piaszczysta, ale udało mi się ją pokonać w dobrym czasie. Do Drawska Pomorskiego (150 km) dojechałem w sześć i pół godziny, ani razu się nie zatrzymując. Po drodze padał deszcz, ale było na tyle ciepło, że nie przeszkadzało to w jeździe. Na stacji zjadłem obiadokolację i zatankowałem płyny do pełna. Kolejny etap trasy to koszmar – wspomina. – W okolicach Połczyna, Szczecinka były bardzo duże ulewy. Lasy w tym rejonie są bardzo gliniaste i drogi były w okropnym stanie. Dodatkowo tą część trasy pokonywałem nocą. Często błądziłem, bo w nocy ciężko było znaleźć wąskie single. Około godziny pierwszej w nocy, przy zjeździe wąwozem, miałem kraksę i uszkodziłem bark. Chciałem już rezygnować, tylko nie miałem pomysłu, kto by mnie odebrał w środku nocy z lasu. Zjadłem dwie tabletki przeciwbólowe i pojechałem dalej. Dodatkowo zaczynało mi brakować wody. Musiałem pić ze stawu, później znalazłem wiadro na cmentarzu, do którego napadała deszczówka. Dopiero o 8 rano na 350 km znalazłem sklep – relacjonuje ultramaratończyk. Trzecia część trasy to Kaszuby, z której mało pamięta, bo jak sam twierdzi – tu już nie jechały nogi tylko głowa. – Nigdy nie pomyślałbym, że te rejony są tak górzyste. Na 100 km było ponad 2 tysiące przewyższeń. Byłem już tak wyczerpany, obolały, poobcierany, że przed każdą górką schodziłem z roweru – wspomina. Przed samym Gdańskiem, 20 km przed metą, nachodziły go myśli, aby zrezygnować, myślał, by wziąć taksówkę i dojechać do mety. Tym bardziej, że zmęczenie bardzo dawały się we znaki i coraz częściej błądził. Ostatecznie po ogromnym wyczerpaniu dojechał na metę z czasem 35 h i 59 minut, co dało mu doskonałe 43 miejsce. – Jestem bardzo zadowolony, ale nie osiadam na laurach, we wrześniu planuję wystartować w maratonie Północ – Południe liczącym ponad 1000 km, który chciałbym przejechać bez snu, co z pewnością będzie dodatkowym wyzwaniem – dodaje.

 

AL

Fot. Paweł Skoworodko

Sprawdź również…